Tomasz Jastrun          Biografia       Twórczość       Wydarzenia

Urodził się w roku 1950; syn poetki - Mieczysławy Buczkówny i poety Mieczysława Jastruna. Jest poetą, prozaikiem, eseistą, krytykiem literackim i reporterem
więcej

więcej



Gorący Lód
• Jak wytresowałam lwa

 


Jak wytresowałam lwa

7 Jak wytresowałam lwa. Mam na imię Wiola. Mieszkam w małym mieście. Przejdę od razu do rzeczy - położenie w jakim się znajduję, jest godne pożałowania. Mam lat prawie szesnaście, jestem jedynaczką i dziewicą. No może już niedokładnie dziewicą, co wyjaśnię potem.

                                     Jak wytresowałam lwa.

   Mam na imię Wiola. Mieszkam w małym mieście. Przejdę od razu do rzeczy - położenie w jakim się znajduję, jest godne pożałowania. Mam lat prawie szesnaście, jestem jedynaczką i dziewicą. No może już niedokładnie dziewicą, co wyjaśnię potem. Muszę zaznaczyć, że oboje moi rodzice są ludźmi z wyższym wykształceniem, a ja chodzę do liceum i mam liczne zdolności. Jestem ładna, dokładnie każdy to powie kto mnie tylko widział, jestem inteligenta chociaż podobno leniwa, pięknie rysuję i piszę, gram na pianinie, mam smykałkę do wielu rzeczy. Ludzie myślą, że wszystko jest w porządku, a nie jest.
    Mój ojciec ma na boku inną panią. Ten bok nie jest do końca bokiem, przecież moja mama wie gdzie tata przebywa wieczorami. Mama, żeby uspokoić swoje nerwy zmywa wtedy naczynia, a twarz ma jak ten zlew. W dodatku ta pani... dlaczego ja piszę "pani",  skoro ona jest zwyczajną dziwką - przepraszam za impulsywny język. A więc ta przepraszam dziwka... niestety jest pracownicą mojego ojca w jego firmie budowlanej. Związek ten trwa od siedmiu, a może nawet od dziewięciu lat. Dokładnie nie orientuję się jak długo istnieje ta chora sytuacja.   Nawet mój tata już nie wie - no cóż, szczęśliwi czasu nie liczą.
  Jestem postacią szczerą, gdy pytam go wprost - Tato, czy kochasz tamtą panią, czy ona jest Twoją kochanką? A on się śmieje i mówi - Przestań córeczko pleść głupoty.
   Ja jednak swoje wiem. Owa pani, czyli przepraszam... dziwka, ma odrębne mieszkanie, wcześniej mieszkała  z rodzicami, którzy tolerowali takie życie córeczki, uprawiającej, co widać gołym okiem swoistego rodzaju nierząd. Sprawa jest powszechnie znana w naszym mieście, więc pomyślcie - jak się czuje taka młoda, ładna i wrażliwa dziewczyna kiedy spaceruje ulicą, a wszyscy myślą; to jest właśnie córka tego, co romansuje z ową przepraszam... dziwką.
  Jak przystało na kochankę, ona wydzwaniała do naszego domu, nic nie mówiła tylko milczała w słuchawce. Kiedyś podsłuchałam to milczenie - obrzydliwość. Po miasteczku rozeszły się plotki, a dokładnie to wyszły one z mięsnego, gdzie pracuje brat tej dziwki, jako właściciel sklepu, że jego siostra dostała obrączkę zaręczynową od mojego taty.
   Te incydenty nabrzmiały gdy byłam młodziutka, uczęszczałam do podstawówki imienia  generała Sikorskiego. Nie kumałam wtedy o co w tym wszystkim biega, a potem nie chciałam dopuścić do siebie stanu rzeczy. On jednak stał się dla mnie zupełnie oczywisty, kiedy ukończyłam lat piętnaście.
 Obecnie chodzę do liceum imienia Elizy Orzeszkowej i mam ekstremalnie napięte nerwy. Inaczej wyobrażałam sobie los szesnastoletniej panienki jaką jestem. Nic a nic nie przesadzę, kiedy powiem, że jestem zdruzgotana.
   Próbowałam ratować rodzinę. Pewnego dnia wstałam wcześniej niż zwykle, zażyłam kąpieli i powiedziałam do siebie - Wiola tak dalej być nie może, Wiola bierze sprawy w swoje ręce, dokładnie!  Jeżeli tego nie załatwię, to nie nazywam się Wiola!
  Zaczęłam wszystko bardzo grzecznie od rozmów z tatą. Zaznaczam stanowczo, że ojciec nie pije alkoholu, w ogóle jest idealny abstynent, nie narkotyzuje się, nie bierze żadnych leków, nawet spać kładzie się o przyzwoitej godzinie.
  Najpierw zapytałam - tatusiu, czy ty wiesz co wyprawiasz, całe miasteczko patrzy nam w okna? Udawał, że mnie nie słyszy. Nie miałam innego wyjścia i posunęłam się do prymitywnej ostateczności. Wpadłam do pracy tej dziwki, czyli do firmy budowlanej mojego taty. I pobiłam ją! Do dzisiaj dla wszystkich ludzi w miasteczku stanowi to zagadkę, nawet dla mnie, skąd wzięłam tyle siły żeby dorosłą kobietą rzucać o ścianę jakby była piłką.  Podkreślam, że kochanka mojego ojca jest tęga,  ja też jestem niczego sobie, ale nie aż tak.
  Te brutalne zabiegi jednak nie przyniosły efektu. Od ojca dowiedziałam się, że jestem... bandytką. Nie wyrzuci jej z pracy, za to mnie wyrzuci z domu, jeśli tylko moja stanowczość się powtórzy. Uspokoiłam się na cały miesiąc, ale tylko do chwili gdy mój tata oświadczył, że jedzie do znajomego lekarza, u którego leczy  swój reumatyzm, niby po to by odwdzięczyć mu się butelką koniaku. Dokładnie w tym czasie postanowiłam wyprowadzić psa na spacer. Nasz jamnik szorstkowłosy nazywa się Sebastian. Przechodziłam przypadkowo obok okien kochanki taty, a piesek postanowił się wypróżnić, zerknęłam w górę, w jednym z okien mój tatuś zawieszał zasłony. Zawołałam - tato!   Popatrzył, ale nie na mnie, tylko na psa i dalej spokojnie zawieszał zasłony. Zamknął uchylone okno jakby nigdy nic i zgasił światło. Czekałam, byłam pewna, że zejdzie i coś powie, albo nawet wróci do domu. Nic z tego. Nie miałabym na imię Wiola, gdybym tego nie zrobiła! Wytłukłam kochaneczce szyby w gniazdku, wszystkie co do jednej.
  Oczywiście po raz drugi mianował mnie bandytką i oskarżył o szpiegostwo, co jest oczywistą nieprawdą. Równie dobrze mógłby oskarżyć o to Sebastiana. Chciał mnie wyrzucić z domu, ale nie mógł tego zrobić, ponieważ sama się wyprowadziłam. 
  Było już późno, a w miasteczku takim jak nasze ludzie idą spać z kurami, co miało  tę zaletę, że nikt nie patrzył na mój ból.  W torbie miałam bieliznę na zmianę, sweterek, drugą parę butów i misia z dzieciństwa, bez niego nie potrafię zasnąć, generalnie to ja śpię coraz gorzej. Sytuacja w jakiej się znalazłam musiała zdruzgotać psychikę takiej młodej osoby jak ja. Wielokrotnie planowałam samobójstwo, niestety nie wyszło. Wujek i ciocia widzą, że mam chorą duszę i że trzeba to jakoś wyjaśnić. Ale ani tatuś ani mama, nie dostrzegają mojego zdruzgotania.
  Myślałam o beznadziejności swojego położenia idąc przez rynek, potem główną ulicą, aż na sam brzeg naszego miasteczka. Postanowiłam tym razem zabić się skutecznie, tak aby nikt nie miał wątpliwości o co w tym wszystkim chodzi?
  Ostatni dom od strony kościoła należy do pana Romualda Gubasa, który wykonuje zawód fryzjera, a za tym domem rozpościerają się zupełne ciemności. Gdyby tam była przepaść, to rzuciłabym się w nią, nie bujam... ja naprawdę znalazłam się poniekąd w stanie ostatecznym.
  Postawiłam torbę na brzegu światła i tamtej ciemności, a sama usiadłam na słupku myśląc o sposobie unicestwienia siebie. Rzadko płaczę, ale jak już mi się zdarzy, to wszystko mi płacze, nawet paznokcie. Płakałam nie wiem jak długo, w nieszczęściu czas płynie specyficznie. Psy pana fryzjera wywąchały mój płacz, biegały za ogrodzeniem jak szalone, a jeden zawył, psy dobrze wiedzą w jakim stanie znajduje się człowiek. U bramy pojawił się pan fryzjer, czyli Romuald Gubas.  Moja mama się u niego strzyże,  niestety chadza do niego też ta dziwka, kochanka mojego tatusia. Ja od dziecka strzygę się w sąsiednim zakładzie na rynku, który jest szczerze mówiąc po prostu konkurencją.
- Wiola co tu robisz w tych ciemnościach?- zapytał pan Gubas.
   Nie wiem co odpowiedziałam, ale ta nowa sytuacja dobrze podziałała na moją psychikę. Wiola weź się w garść - powiedziałam do siebie i zupełnie przestałam płakać. Pan Gubas musiał wiedzieć o kochance mojego tatusia, skoro wiedzieli wszyscy w naszym miasteczku, nie powinien się więc dziwić, że młoda i wrażliwa dziewczyna idzie z tego powodu,, gdzie oczy poniosą mimo tak późnej pory.
-Twojej mamy to  dawno u mnie nie było na strzyżeniu- powiedział pan Gubas, który nie powinien mówić o mojej mamie w tej sytuacji, ale rozumiem, że on był mną zaskoczony i nie wiedział o czym ma rozmawiać z osobą, która siedzi na słupku obok jego domu o tak poważnej godzinie. Odnoszenie się do mnie pana Gubasa wydawało mi się wtedy wielką grzecznością, zupełnie niesłusznie, jak się potem okazało. Stanęło na tym, że zostałam zaproszona do niego na herbatę.
   Jeszcze nigdy w życiu nie wiedziałam domu, który byłby tak okratowany z dołu, góry i nawet w środku. Ten dom jest prawdę mówiąc najbardziej skrajny ze wszystkich w naszym miasteczku, co w dzisiejszych czasach jest niebezpieczne. Żona pana Gubasa pojechała do swojej ciotki do Krakowa o czym przekonałam się już w pomieszczeniu mieszkalnym. Miała wrócić jutro o piątej rano autobusem PKS.  Ja wiem, że nie wypada ładnej dziewczynie w moim wieku być sam na sam z mężczyzną, było nie było w wieku średnim, ja po moim tacie to już rozumiem do czego zdolni są mężczyźni w takim wieku. Ale sytuacja była wyjątkowa, uciekłam z domu, nie wykluczałam nawet popełnienia skutecznego samobójstwa. Osobie w takiej sytuacji należą się chyba pewne względy?
- Pokłóciłaś się z mamą? - zapytał pan Romuald Gubas, jakoś ostrożnie,  jakby o tatę wolał nie pytać.
- Coś w tym rodzaju, ale spoko - powiedziałam tak,  bo nie chcę by jakiś fryzjer prał moje osobiste brudy.
 Pan Gubas zmienił sweter na marynarkę i zaproponował mi whisky, zapytał z sodą czy bez i zapytał też o lód? Nie byłam pewna jak to wygląda z lodem i sodą, ale powiedziałam - "no jasne że soda i lód". Taka już jestem, że podejmuję szybko decyzję. Gdybym wiedziała jakie to jest gorzkie paskudztwo, to poprosiła bym o Coca Colę Light.
   Pan Gubas opowiadał o Egipcie, gdzie był niedawno na wycieczce, wiedziałam, od mamy, że był tam z żoną, moja mama wypomniała to mojemu tacie, który nigdzie z nią nie jeździ za granicę. A pan fryzjer opowiadał o tym Egipcie jakby tam pojechał tylko sam, pokazywał zdjęcia piramid i pięciogwiazdkowego hotelu w którym zamieszkiwał, jakbym nigdy nie widziała piramid i hotelu. Potem opowiadał, że kupuje sobie nowy samochód Opla Astrę.
- A mój taka kupuje sobie Landrovera z napędem na cztery koła -  powiedziałam, chociaż to nie była prawda. Pan Gubas jakby się zamartwił i wypił szybko swoje paskudztwo z lodem i sodą. Ja piłam powoli, na filmach widziałam, że takie świństwo pije się powoli. 
  Pytał kim chcę być w przyszłości, mówił, że zna kilku profesorów w Krakowie, którzy mogliby mi pomóc w dostaniu się na studia. Bardzo bym chciała uczyć się malować, ja potrafię tak narysować konia, że jest jak żywy, a koń jak wiadomo jest bardzo trudny do narysowania, nie znam w naszym miasteczku nikogo, kto potrafi narysować konia.
 Opowiadał, że ćwiczy po sto pompek dziennie i żałuje, że w takim miasteczku jak nasze nie ma siłowni, w szkole był najlepszy na sto metrów i w skoku w dal.  Pomyślałam, że to musiało być bardzo dawno.
  Mówiliśmy o różnych rzeczach i nie powiem, całkiem dobrze nam się gadało i nawet prawie zapomniałam o swoim bólu.  Nagle pan Gubas zapytał czy w swoim życiu gładziłam łysego po głowie. Tu muszę zaznaczyć, że pan Gubas ma bardzo mało włosów, szczerze mówiąc  to jest prawie łysy, a co jeszcze posiada zaczesuje z jednej strony na drugą, co przepraszam wygląda idiotycznie. Nie wiem, czy to przypadek, ale wszyscy fryzjerzy jakich znam są łysawi, jakby ten zawód był szkodliwy na włosy.  Zgodnie z prawdą, odpowiedziałam, że nigdy nie gładziłam... kiedyś za to pogładziłam po pupce niemowlę, a to musi być całkiem podobne uczucie, co mu powiedziałam. Pan Gubas spojrzał na mnie jakoś dziwnie, oczy miał już mgielne i nie wiedzieć czemu powtórzył kilka razy - po pupie, po pupce. I zapytał, czy on za to może pogładzić mnie po włosach? Ja mam bardzo piękne włosy blond o czym dobrze wiem, ponieważ o tym się mówi tu i ówdzie, ale było mi przyjemnie, że on sam tak spektakularnie odnosi się do moich włosów, jakby to było jakieś zwierzę, które pokazuje się za pieniądze w domu mody. Ale z drugiej strony pojęłam w mig, że to nie z serdeczności zaprosił mnie pan Gubas na herbatę.
  Ja nie jestem taka naiwna jak się wydaje. Ja dobrze wiem, o co facetom tak naprawdę biega. Posiadam takiego tatusia jakiego posiadam, a mama to mnie od dziecka ostrzegała. W mojej szkole też dzieją się różne rzeczy. Jestem w klasie ostatnia jako dziewica i mam z tego powodu wiele przykrości. Ale gdybyście popatrzyli na chłopaków z mojej szkoły, to wcale byście się nie dziwili, że nadal jestem w takim stanie.
  Ja osobiście to nic nie mam do tego pana fryzjera, ale tylko ślepa by nie widziała, że on jest taki sam jak mój tatuś, a może nawet gorszy. Wystarczy , że żona pojedzie do Krakowa i już go nosi. Pan Gubas wypił sporą część tej whisky, a ja piłam powoli, jak przystało na damę. Czułam się nie powiem dziwnie, jak w jednej klatce z lwem. Kiedyś miałam taki sen; tresuję lwy, tygrysy,  pantery, strzelam z bata, one są mi zupełnie posłuszne, a wokół ludzie gapią się z otwartymi gębami. Pan Gubas był trochę takim lwem, no może już co nieco wyleniałym jak ten mój miś z dzieciństwa, którego zabrałam na ucieczkę.
  Jestem postacią szczerą kiedy się przyznam, że specjalnie pozwoliłam mu, żeby pogłaskał moje włosy, z ciekawości co zrobi potem i co ja zrobię jak on coś potem zrobi, ja czasami to sama nie wiem co zrobię i jestem tego ciekawa.
  Pan Gubas pogłaskał moje włosy, nie powiem, głaskał bardzo dobrze, co nie powinno być dziwne skoro jest fryzjerem.
 - Jeszcze whisky z sodą i lodem - poprosiłam, odsuwając swoją głowę.
 Wypiliśmy, to znaczy on do dna, a ja tylko trochę. Powiecie, że byłam głupia, no może trochę głupia byłam, ale nie tak bardzo. Pozwoliłam się pocałować, ale tylko w policzek. Pan Gubas wykazywał wyraźne oznaki upojenia alkoholowego, czemu nie można się dziwić, biorąc pod uwagę okoliczności.  I pewnie dlatego mówił jakoś odmiennie niż na początku, chwilami to prawdę mówiąc plótł bzdury. Poza tym prawił, że jestem piękna, nęcąca, a on od roku spoza szyby swojego zakładu spogląda jak przemieszczam się ulicą w kierunku idąc do szkoły. Powiedział, że w gruncie rzeczy jestem całkiem dorosła, zapytał czy mam jakiegoś chłopaka i czy kiedyś przytulałam się do kogoś, jak to robią ludzie już zupełnie pełnoletni? Przedstawił siebie jako człowieka doświadczonego, a ów człowiek wedle jego opinii jest najlepiej przygotowany by wprowadzić w dojrzale życie niedoświadczoną osobę jaką jestem.
  Dokładnie po tych słowach pan Gubas uskutecznił coś zupełnie zaskakującego, mimo, że byłam przygotowana w zasadzie na wszystko. Rozpiął rozporek. Wyjął z niego, co mężczyźni noszą między nogami. Szczerze mówiąc nigdy tego nie widziałam w dorosłej postaci i tak na żywo, byłam nawet ciekawa nie powiem, chociaż skłamałabym, że nie miałam pietra. Zdziwiło mnie, że to jest takie wydatne i nie pasuje do pana Gubasa, jakby należało do kogoś wyglądającego zupełnie odmiennie. Pan Gubas zapytał, czy mam ochotę dotknąć tego ręką. Powiedziałam, że ja jeszcze nigdy w życiu, natomiast ostatecznie mogę jak mu tak zależy, ale pod warunkiem, że to jest absolutnie wszystko do czego się ograniczę, w każdym innym przypadku zawiadomię osobiście pana Mariana Kowalczyka, który jest komendantem komisariatu policji w naszym miasteczku i grywa z moim tatą w brydża. Pan Gubas wypił do samego końca whisky z butelki  i podał mi to swoje dziwadło. Było miękkie, ciepłe i gładkie, szczerze mówiąc tak właśnie wyobrażałam sobie w dotyku fokę. Błagał mnie, żebym otwierała i zamykała rękę, a wtedy co było w środku w takiej jakby skórce chowało się i wysuwało, i miało nawet taki pyszczek z czerwonymi wargami, który się uśmiechał. Pan Gubas stękał i jęczał jakby był ranny wypadku. Aż miało miejsce trzęsienie ziemi.
  I pan Gubas krzyknął całkowicie nie swoim głosem. Spanikowałam nie na żarty, że ma atak serca, albo coś gorszego. To co wyskoczyło z pana Gubasa nazywa się spermą , wiem to dokładnie z lektur. Na dodatek pan Gubas chciał mnie po tym wydarzeniu pocałować, wyciągnął z kieszeni prezerwatywę, rozpakował i gadał przy tym okropne świństwa, których nie powinna słuchać młoda dziewczyna jaką jestem. Straciłam cierpliwość, co zresztą przychodzi mi dosyć łatwo. I stanowczo krzyknęłam,  leżeć, spokój!!! - a wtedy pan Gubas wstał i przewrócił się na podłogę.
     Korzystając z okazji poszłam się umyć. W łazience wisiał czerwony szlafrok żony pana Gubasa, więc jakoś zrobiło mi się dziwnie, jakby ona sama osobiście wisiała w łazience i patrzyła jak zużywam  prawie całe mydło w płynie, żeby zmyć to co wybyło z jej męża.
   Po powrocie ujrzałam, że pan Gubas leży na podłodze i chrapie, co uznałam za pewien swój sukces i za sprzyjającą okoliczność.  Ale nie czułam się wcale dobrze po tym wszystkim, o nie. Nie można przecież powiedzieć, że nic się nie stało. Kiedy w trakcie swojej ucieczki weszłam do tego domu, byłam dziewicą, a teraz to już jestem niedokładnie. Moje zdruzgotanie wróciło i ponownie poczułam, że sytuacja w jakiej generalnie się znalazłam jest godna pożałowania. Wszyscy faceci są tacy sami, mój tatuś niestety też, nie zasługują na nic dobrego.
   Poczułam nagle, że jest we mnie względny spokój, wypiłam swoje whisky do końca i poszłam obejrzeć sypialnię państwa Gubasów. Jeszcze nigdy nie widziałam takiego bajeranckiego łóżka, miało zakręcone złote poręcze zakończone złotymi łabędziami i obszerne lustro. Założę się, że pan Gubas na tym łóżko robi te rzeczy z panią Gubasową, a to wszystko odbija się w lustrze, co musi wyglądać bardzo nietypowo.
  Na szafce stała fotografia państwa Gubasów oprawiona w złotą ramkę, trzymali się za ręce na tle tych piramid, tych samych które przed chwilą widziałam bez nich. A w środku szafki, kto by się spodziewał...  leżały majteczki pani Gubasowej, niektóre koronkowe, wielce pomysłowe. Idę o zakład, że ona wygląda w nich jak słoń w koronkach, ludzie to są dziwni, czego się na co dzień nie widzi. Wyjęłam majteczki, a jedne takie fikuśne wzięłam sobie na pamiątkę, we wszystkich  innych wycięłam nożyczkami dziurki w kroku i złożyłam na powrót, bardzo porządnie. Potem w dwa palce wzięłam prezerwatywę, która leżała obok chrapania pana Gubasa i prawdę mówiąc wyglądała jakoś smutno po tym rozpakowaniu. Pocięłam ją na kawałki i poupychałam do kremu przeciwko zmarszczkom i do pudru pani Gubasowej. Na lustrze narysowałam szminką konia. Okropnie trudno narysować szminką konia, ale całkiem dobrze mi on wyszedł, czym potwierdziłam swój talent, a obok  naszminkowałam serce przebite strzałą. Z lodówki wyjęłam kiełbasę, żeby wychodząc z domu poczęstować nią psy. Ja bardzo szanuję psy, są lepsze od ludzi.
  Była  dokładnie trzecia w nocy. Wszystko wokół spało i poczułam, że najbardziej lubię moje miasto kiedy śpi i jest bezbronne. Nawet moja szkoła jest wtedy taka niegroźna i wcale nie złościł mnie mięsny sklep brata tej dziwki, który pachniał kiełbasą. Za szybą zakładu fryzjerskiego pana Gubasa stały fotografie różnych ufryzowanych pań, ale miny miały głupsze niż kiedykolwiek.
  Tylko w moim domu paliły się wszystkie światła.  Był jak morska latarnia zapalona jedynie z uwagi na moją osobę, tak to odebrałam.  Pomyślałam, że  nie jestem Wiola jeśli nie poradzę sobie z tą chorą sytuacją. Przecież potrafię pobić kochankę tatusia i wytłuc jej publicznie szyby, a nawet wytresować fryzjerskiego lwa. Poczułam, że wstyd już mnie nie paraliżuje jak kiedyś i wcale nie robi mi się dziwnie wewnątrz. Rodzicie zepsuli moją wczesną młodość, ale reszta należy już tylko do mnie. Kropka.  Nie nazywam się Wiola jeśli będzie inaczej!

 



  Projekt i wykonanie hypercube   Biografia       Twórczoœć       Wydarzenia       Kontakt