
Smecz - Najnowszy!
Ząb mamuta
Sady w podwarszawskiej wsi, chodzę nimi niepewnie, za chwilę zakwitną i podminowane są wybuchem. Równe rządki drzew, tu i ówdzie ziemię wybrzusza nowoczesny system nawadniania, znak postępu. Piękno alejek psuje rzucona plastikowa butelka, kilka białych toreb, opakowanie papierosów. To jest ten nasz swojski rys. Obok zabudowań kłębią się niepotrzebne fragmenty maszyn, skrawki budowlanych materiałów. Taki zewnętrzny bałagan bywa zwykle świadectwem bałaganu duszy. Dzięki Wielkanocnemu śniadaniu mogę przy stole obserwować, jak następuje poprawa kolejnych pokoleń, w wyglądzie, w wykształceniu, w ambicjach. To wielka zmiana, można powiedzieć rewolucyjna. I jest ona tak optymistyczna, że wszystkie moje ciemnowidzenia nie mają przy tym wielkiego znaczenia.
Przygoda brytyjskiej piętnastki z łodzi patrolowej, która dostała się do irańskiej niewoli, jest znakiem i ostrzeżeniem nie tylko dla Wielkiej Brytanii, oni już stracili swoje imperium, jest przestrogą dla całej naszej cywilizacji. Pół biedy, że dali się złapać, a potem tak szybko złamać, najbardziej złowrogi jest finał tej historii. Uwolnieni stają się niewolnikami mediów, które kupują ich historie za grube pieniądze. Okazuje się, że to są dzieci świata, gdzie wszystko jest na sprzedaż. Iran wykorzystał żołnierzy propagandowo, podły Iran, nie stosuje się do naszych europejskich reguł gry, ale wykorzystuje nasze narzędzia medialne by nas pognębić. Oni jednak uważają, że to my chcemy im zabrać ich reguły gry i nauczyć naszych , czyli, że wszystko jest na sprzedaż. Czy tak nie jest? Ale Iran, jak się wydaje, już przegrywa z komercją, to tylko kwestia czasu, to są więc skurcze obronne. Stary świat broni się przed nowym. I tym samym zapewne jest czkawka, która tak gnębi naszych konserwatystów. A my już wiemy, że prawdziwy świat być może kształtuje się gdzie indziej, choćby w Internecie. Kupiłem sobie kiedyś ząb trzonowy mamuta. Po co? Przecież i tak żyjemy wśród skamienielin przeszłości.
Już pogubiłem się w tej walce o życie poczęte. Czy plemnik który jeszcze nie zapłodnił jajeczka, ale już wita się z gąską, ma być wpisany do konstytucji czy nie? A może lepiej pogadać o naszych autostradach, których nadal nie ma. Ilu Polaków zginie na drogach z tego powodu? Jednym uchem łapię w radio informację, że w Polsce na miejscu wypadku umiera czterokrotnie więcej rannych niż w zachodniej Europie. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że towarzystwo obrońców życia ma przy okazji jakiegoś seksualnego bzika. Cały problem można przecież załatwić przy dobrej edukacji seksualnej. Ale jak się o tym wspomni, słyszymy; ręce precz od antykoncepcji. Ale to prawda, rozsypuje nam się kiedyś oczywista granica życia i śmierci. Zapłodnienie in vitro uszczęśliwia miliony ludzi i rodzi miliony, a sztuczne przedłużanie życia skazuje na potworne tortury też wielu. Ci ludzie, podobnie jak umierający Jan Paweł II, proszą - pozwólcie mi odejść - ale kto ich słucha. To, co się dzieje w Polsce wokół tych spraw, rzeczywiście bardzo ważnych, będących pewnie testem na nasz nowy humanitaryzm, nie ma nawet pozorów jakieś poważnej dyskusji. To znowu są skurcze obronne.
Toruński medialny koncern ojca dyrektora byłby tylko osobliwością na skalę europejską, marginesem i skansenem, gdyby nie fakt, że jeżdżą tam z pielgrzymkami premier i jego ministrowie, zaś koalicjanci toczą wojny podjazdowe, by od ojca dyrektora dostać poparcie. Systematyczne karmienie takiej osobliwości z ręki zmienia rękę co karmi. Nie wiadomo jak i kiedy zaraza jednak dotarła do twierdzy księdza Rydzka, myślę o poprawności politycznej. Słyszę i widzę, że nie mówi się tam już Żydzi, tylko obcy. A lud radiomaryjny, choćby ten co najechał Warszawę w obronie życia od poczęcia do śmierci, szeptał po ulicach: obcokrajowcy. Doprawdy wzruszające. Po cichu jednak uciemiężony naród skarży się; Żydzi, masoni i liberałowie tak zawładnęli światem, że strach mówić głośno prawdę, do tego panie doszło. Zaraza tym groźniejsza, że u nas nie dyskutuje się o zjawisku, nie wiemy więc właściwie, co to jest ta poprawność, wiadomo, że niby nie wolno o czymś publicznie gadać a ludzie na Zachodzie żyją w strachu, że coś chlapną. A poprawność w swej istocie to produkt dobrobytu i sytości, trzeba być doprawdy sytym , aby zacząć się martwić o krzywdy na których ta sytość wyrosła. I nie tylko w prawie , ale też w języku rugować stare nawyki . Cel szlachetny, ale ci, którzy doświadczają tego zjawiska, czują się nieustannie cenzurowani i szepcą: szkoda, że do moralnej korekty używa się siekiery. Można tu otworzyć psychologicznie interesującą dyskusję : na ile tłumienie i chowanie ludzkich emocji wychodzi naszej psychice na dobre? I czy rzeczywiście chroni to ewentualne ofiary ludzkiej małości i głupoty. Ale przecież, jak ktoś nie ma nóg, to tradycyjnie nie wyśmiewamy się z jego ułomności, więc jakieś formy poprawności były zawsze i we wszystkich kulturach, a kiedy zanikały, to zaczynano budować piece,by palić w nich ludzi. Więc może umiarkowana polityczna poprawność jest najbardziej na miejscu. Problem, że takie moralne napowietrzne instytucje, z natury swej istoty, są bez wyraźnych reguł i praw, mają swoje ukryte mechanizmy, dynamikę i żarłoczność. W Polsce jest wiele agresji i nie za bardzo ona tłumiona, co widać na każdym kroku. Czasami aż się prosi, nałóżcie sobie kaganiec, nie jesteśmy już hordą. Kultura i cywilizacja to subtelna gra między naszymi popędami, a formami jakie sobie narzucamy.
Przeglądam stare roczniki miesięcznika Zwierciadło, to pismo od swych narodzin z ambicjami, powstało w roku 1957. Miałem wtedy lat siedem, ale znałem lub znam, jeśli ocaleli z pogromu czasu, większość autorów, pisarzy, dziennikarzy. W jakich zdumiewających rolach będę ich spotykać w różnych miejscach swego życia. Dzisiaj wszyscy jesteśmy zmienieni do poznania lub nie do poznania. Z tych migawek wspomnień mógłbym ułożyć wielogodzinny film. Przeszłość postrzega się w migawkach zwykle nieco zafałszowanych przez niedoskonałą pamięć. Po latach widzę, że wśród znajomych byli ludzie szlachetni i podli, ale to rzadkie, gdyż człowiek jest zwykle wieloznaczny. Wieloznaczność jest nam przypisana. Rok 1957 – poczucie wielkiej odwilży, szerokim strumieniem wpływa do kraju literatura światowa i myśl zachodu. To działania gorączkowe, jakby wszyscy wiedzieli, że to na chwilę i trzeba robić zapasy na kilkadziesiąt lat. Ale też widać szarość ówczesnej Polski, i jak bardzo byliśmy na boku świata. Potem jest zaciskanie śruby. Ale nawet w najgorszych czasach, może oprócz lat 80., zupełnie beznadziejnych, czuje się wysiłek, by coś przemycić i ocalić. Zwykle jedna, dwie osoby są od czarnej roboty, od pisania parszywych lizusowskich tekstów, tacy nosiciele kubłów z fekaliami. Najbardziej w tym wszystkim mnie porusza – wielkie unieważnienie. Podobne uczucie towarzyszyło przy lekturze swoich teczek. Zupełnie unieważnienie wszystkiego co było wtedy takie ważne, postaci, spraw, emocji. Jak to wiedzieć i uczyć się dzięki temu pokory, a zarazem jak zachować wiarę i energię?
Nie ma nic bardziej obrzydliwego jak intelektualiści opętani niechęcią do inteligencji. To jest w gruncie rzeczy jakaś forma autoagresji, nienawiść do jakiejś części siebie, do tego, co uosabia inteligencka miękkość, owe wahania, może ale, wątpliwości,... cała ta miękka tkanka powstaje na gruncie rozważania i wewnętrznej debaty. Pewność to w gruncie rzeczy przywilej idiotów lub charakteropatów, jak Napoleon.
Radość i euforia po przyznaniu Polsce i Ukrainie mistrzostw Europy w piłce nożnej, znacznie ponad miarę tego wydarzenia, ale za to najwyraźniej na miarę naszych psychicznych braków i potrzeb. Czujemy się jednak nadal w przedpokoju Europy, a tu nagle szansa by przedpokój przerobić na salon. Ta sprawa staje obok naszego chronicznego skłócenia, jest też szlachetny gest przyciągania Ukrainy do Europy. I nareszcie powstał jakiś wyższy cel. Niskie, co prawda, jest niebo dla piłki kopanej nogą, ale lepsze takie niż żadne. Człowiek w życiu wyznacza sobie cele, ci którzy potrafią ustawić je wysoko, ale jednak w zasięgu ręki, rozwijają się najszybciej. Społeczności też muszą mieć takie cele. I nagle rządząca ekipa jest zmuszona by zająć się przyszłością, a nie przeszłością. Przy okazji widzimy, jak bardzo zagubiliśmy przez te lata poczucie dobra wspólnego. I że bez tego żyje się gorzej.
Dzwoni do mnie w mój przyjaciel, polski Japończyk. Jest kłopot, przybyli do Warszawy dziennikarze z Tokio, by zrobić reportaż o współczesnej Polsce i na gwałt szukają jakiegoś byłego agenta. Najlepiej aby był duży, gruby i mówił po angielsku. Nie wyobrażają sobie obrazu nowej Polski bez agenta. - Gdzie ja ci teraz znajdę agenta, który zechce opowiadać o swoim upadku- rozpaczam. I nagle przypominam sobie, to było niedawno, ale jakimś cudem minęło ponad trzydzieści lat. Przybyli do Warszawy japońscy dziennikarze, a ja w wielkiej konspiracji organizuję im spotkanie z przedstawicielami opozycji. Teraz być może ta sama ekipa chce agenta. Oni też już wiedzą, że zamiast łatać dziury w jezdniach i robić filmy o tych pięknych i strasznych latach 80., ganiamy agentów. A przecież mieliśmy tyle powodów do dumy, tyle pamięci do celebrowania. Żaden kraj w świecie nie stworzył drugiego obiegu wydawniczego na taką skale. A pomysł na „Solidarność był genialny. Musiało to skończyć się katastrofą, ale czy nie była piękna! I ten opór z lat 80., znowu fenomen w skali globu. Równie wtedy Polskę kochałem, jak teraz mnie irytuje i martwi. Jak wiele trzeba wysiłku, złej woli, jak jadowity musi być nasz gen autodestrukcji, by tak zapaskudzić pamięć tamtych lat. Ale co było robić, zostawić łajdactwa przeszłości i udawać, ze ich nie ma, łajdakom zafundować nagrodę milczenia za ich grzechy? Problem, że forma ujawnienia tak nam nie wyszła. Czy w ogóle jest na to dobra forma? Czasami mam wrażenie, że zarówno walczący o ujawnianie i piętnowanie, jak i co nawołują do łagodności i powściągliwości, bo tyle lat, bo każdy przypadek jest inny, że jedni i drudzy zapewne mają rację i są w błędzie. (Nam tylko tak się zdaje, że jest jedna racja. ) Po latach doświadczeń jednak już wiem; ludzie fanatyczni i podszyci zaciekłością nie mają racji, nigdy, nawet gdy ją mają. A powszechne czyszczenie sumień kojarzy mi się ze smrodem koszar, gdzie na studium wojskowym czyściliśmy broń. Sąd ostateczny odbywa się więc w chlewie, a sędziowie trzymają w rękach siekiery. Sąd nad milionami jeśli w ogóle możliwy, musi być katastrofą, już choćby dlatego, że nie ma co zrobić z tak licznymi odchodami ludzkiego sumienia. A czy nie można by pójść krok dalej i zaaplikować powszechną, ogólnonarodową lustrację co dekadę. Urząd Moralności Publicznej zbierać będzie na bieżąco materiały. Po czym co dziesięć lat odbywa się akt powszechnej lustracji. Tym, co nie chcą się teraz lustrować, mówi się; co się buntujecie, przecież dopełniamy tyle urzędowych formalności, które też nas trochę upokarzają. A takie małe przeczyszczenie wszystkim dobrze zrobi . Czyli lustracja co dekadę, jak składanie podatkowego zeznania. Mężowie zdradzający żony, sfilmowani przez ukryte kamery w burdelach, ci co nie wpuścili księdza, kiedy chodził po kolędzie, kobiety które mordują zarodki łykając pigułki – wszyscy biorą na przeczyszczenie! Nie widzę jednak powodu, by moralnie sprawdzać jedynie nasze władze, potem profesorów, dziennikarzy, przecież pomięcie może być upokarzające dla piekarzy, krawców i kelnerów. To jakby spowiedź zaserwować tylko dla wybranych. Mając wątpliwości co do lustrowania innych, bardzo sobie cenię autolustrację. Od kiedy sam się zlustrowałem, poczułem jakąś wielką ulgę. Po latach człowiek przecież nie jest za bardzo pewien, czy to co było, to było naprawdę, czy na niby. Okruszki własnego życia powinny uczyć pokory, i to prawda, patrzyłem na przeszłość oszołomiony, jak to wszystko co było takie ważne, zupełnie unieważniło się . Ale to nie pokora mi zagraża, a pycha. Jak uchronić się od durnego poczucia satysfakcji, jaki byłem odważny i szlachetny, szczególnie, gdy porównam się z Catem-Mackiewiczem, z Andrzejem Szczypiorskim czy z Maciejem Damięckim. Nie mówiąc już o Adamie Mickiewiczu, który na zesłaniu w Rosji nie zawsze zachowywał się, jak przystało na bohatera narodowego. Mądrzy ludzie mówią : mówienie o grzechach człowieka nie brzmi fałszywie, jedynie gdy się go kocha. Tylko miłość gwarantuje prawdziwe humanistyczne poznanie. Łatwo powiedzieć – pokażcie mi tych, co tak innych kochają, a lubią ich sądzić? I to prawda, że nienawiść pozwala poznać tylko łotrów, a kto tak gorliwie tropi ludzkie grzechy, na pewno nie lubi ludzi. Jakby mało było nieszczęść, jest oczywiste, że ci, co tak uparcie dążą do powszechnego sądu nad rzeszami ludzi za życia, na pewno nie wierzą w Sąd Ostateczny po śmierci. Mogliby przecież chwilkę poczekać. A jako, że niemal wszyscy wielcy lustratorzy biegają z krzyżem, mamy świadectwo, jak podupadła wiara w życie pozagrobowe.
Chociaż jestem krytyczny wobec takiej formy lustracji jaka u nas panuje, mam jednak mieszane uczucia wobec osób publicznych, które odmawiają składania kwestionariusza. Sam robiłem to już dwa razy i czułem się z tym źle. Zastanawiałem się jednak, czy ta część duszy, która mnie bolała, nie jest we władaniu królestwa pychy? Problem, że granica między szlachetną dumą i prawością, a egotyczną pychą nie jest dobrze strzeżona. Znani, którzy odmawiają, robią z tego spektakl. Nie jest to jednak spektakl w obronie nas, którzy ulegliśmy, tłumacząc się... może głupie jest to prawo, ale jednak prawo. Ich akt raczej sugeruje; ulegliście, nie trzeba było, popatrzcie na nas. Ale czy z kolei ta interpretacja nie jest podszyta moją ambicją? Im dłużej żyję, tym wyraźniej widzę, że człowiek jest plątaniną wielobarwnych ambicji i godności, sami nie potrafimy oddzielić, co w tym ładne i czyste, a co brzydkie i podejrzane. Brak ambicji i godności to też katastrofa. Ale ilość kamuflaży, które maja ukryć naszą pychę, jest doprawdy imponująca, gdyż zawiść i pycha to dwie rzeczy, który wstydzimy się bodaj najbardziej. Pomysł lustracji, jaka u nas obowiązuje, narusza ową plątaninę godności i pychy w ludziach. Nie jest dobrze ponownie kaleczyć tą materię, tak poranioną w czasach PRLu
Warto wracać do historii Polski, a najciekawsze powroty zapewnia Norman Davies. Jego serdeczny dystans do Polski trudny jest do przecenienia. "Sanacja”,dosłownie "uzdrowienie", była ideologią całkowicie militarystyczną, inspirowaną przez katolicką krucjatę przeciw bolszewizmowi. Celem tego ruchu było usunięcie z życia narodowego wszelkich śladów korupcji i hańby. [...] Tak jak wiele innych ruchów odnowy moralnej i ten zrodził się z koszarowej wiary, że ludzkie dusze można wypucować do czysta. Ideologia ta pogłębiła duchową izolację Polski - zarówno od demokracji Zachodu, jak i od ateistycznego molocha na Wschodzie". Skąd my to znamy?
Kiedy na oczach kamery zakuto w kajdanki pierwszego chirurga, nie miałem wątpliwości o jaki spektakl tu chodzi. Samobójstwo Barbary Bildy podczas rewizji, to wypadek przy pracy, który może przydarzyć się każdej policji. Teraz ludzi będzie zakuwać się w kajdanki podczas przeszukania, współczuję, w innej epoce gdy przeszukiwano moje mieszkanie, ceniłem sobie, że patrząc im na ręce miałem wolne ręce. Moralnym prostactwem jest dążenie tej ekipy by z uzdrawiania kraju robić dydaktyczny spektakl. Przecież każdy głupi w Polsce wie, że konsekwencja kazałby aresztować niemal wszystkich polskich chirurgów - niemal – wstawiam przez grzeczność. Do kiedy nie ustalą się nowe mechanizmy samofinansowania się lekarzy, przy takim systemie i przy takich pensjach nie może być inaczej, lekarze boją się obecnie brać w starym stylu, co doprowadza do rozpaczy pacjentów, którym zawaliły już ustalone reguły gry. Pamiętam , jak uczyłem małego chłopca, który był moim synem jeździć na nartach, siedzieliśmy razem na krzesełku wyciągu, gdy na stoku połamał się jakiś narciarz, patrzył na ten wypadek szerokimi z przerażenia oczami. Po latach stał się dobrym narciarzem, dlatego niedawno w Alpach francuskich pojechał za szybko i pofrunął. Wiązania puściły, puścił też bezpiecznik w kręgosłupie. Życie nasze i naszych bliskich jest na cienkiej nitce, cienkiej jak rdzeń kręgowy, o czym na szczęście pracowicie zapominamy. A czułość wobec już dorosłych dzieci, to suma pamięci, wędruje się w niej klucząc od sceny do sceny, od chwili narodzin dziecka, dalej, w las wspomnień z późniejszych lat. Konsultacji miał udzielić mu jeden z najwybitniejszych polski chirurgów, ale został aresztowany na kilka dni przed spotkaniem. Czuję, że to szaleństwo zaczyna dotykać moich najbliższych. Jak nie uczyć swoich dzieci fruwać? Jak nie mieć potem wyrzutów sumienia?
|